wtorek, 23 lipca 2019

Z PAMIĘTNIKA PACJENTA


             Z PAMIĘTNIKA PACJENTA

                                                   PONIEDZIAŁEK
        [i] Dziś na obchodzie był sam profesor Szczęsny Dur-Czerwonka. Patrzył na mnie z takim politowaniem, że zapytałem – ile pociągnę jeszcze na padole łez i nędzy wszelakiej. Odpowiedział krótko: Panie Śmierdzielak – wyglądasz pan i cuchniesz jak wyjęty z szuflady prosektorium po miesięcznym leżeniu w worku. Najdalej jutro wieczorem staniesz Pan na Wokandzie Niebieskiej, zatem radzę skorzystać z usług księdza kapelana.
         - Czy mogę zatem wyrazić ostatnie życzenie?
          -Jeśli masz pan kasę, to można wyrazić nie tylko jedno życzenie. To zależy od ilości zer na koncie – odpowiedział prof. Dud-Czerwonka.
          - Panie profesorze – śmielej zwróciłem się do uczonego. Jestem strasznie wygłodzony, bo takie lepsze racje  żywnościowe miałem siedząc w pierdlu w Sztumie i Wronkach. Jestem spragniony, głodny, niedopity, opuszczony i niedopieszczony! Zatem proszę o dostarczenie  z pobliskiej knajpy wielkiego schabowego, golonki z chrzanem, 2 litrów gorzały, 4 paczek szlugów i siostry Tereski – tej z ogromnym odwłokiem i balonami laktacyjnymi wielkości Gubałówki na noc. Oczywiście proszę tez o 2 niebieskie pastylki, by zapewnić dużą wydajność mojego zwiotczałego dżojstika. Oto koperta z honorarium.
         - Cienka ta koperta skrzywił się Dur-Czerwonka.
         - Ale nominały największe! – wyparowałem.
                                               WTOREK
          Profesor miał rację. Odwalam kitę. Rura pali mnie strasznie i ciągle rzygam. Noc miałem niezapomnianą, choć siostry Tereski nie było na dyżurze. Za to profesor załatwił mi wizytę Ukrainki z agencji towarzyskiej. Nie udało mi się pogłębić poprawnej politycznie przyjaźni polsko – banderowskiej, bo stary Kabulak zaczął opowiadać o ukraińskich pieszczotach znanych mieszkańcom Wołynia i Małopolski Wschodniej, pod przywództwem cwela Bandery. Krasawica się wściekła i z okrzykiem „Lachy rezaty”, wybiegła z naszego przedpiekla, zadając mi współczesną ukraińską torturę, bo właśnie zaczęła działać viagra. Z braku polsko – ukraińskiego zbliżenia, otworzyłem okno i wyłem z bezdomnymi psami poł nocy, aż wóda mnie zmogła i zasnąłem. Ale co sobie podżarłem  i pochlałem, to nikt mi nie odbierze!
                                                      Środa
         Zapytałem doktora Achillesa Piętę, dlaczego jeszcze żyję. Przecież już środa.
        - No tak, jest pan emerytem, panie Śmierdzielak, a świadome pozostawanie wśród żywych, jest wielkim nietaktem wobec naszego wspaniałego, syjonistycznego rządu. Tym bardziej, że rok temu zrewaloryzowano świadczenie i ma pan całe 4 zł więcej! - Spokojnie, spokojnie, reklamacji nie musi pan składać. Zaszczepimy pana, panie Śmierdzielak przeciw grypie i rychło będzie pan śmierdział w naszej przytulnej kostnicy.
                                                   CZWARTEK
           Dziś siostra Tereska ma dyżur. Uwielbiam siostrę Tereskę. A szczególnie, gdy za dwie dychy podaje mi kaczkę. Co prawda do kibla jest blisko, ale siostra ma takie zdolności manualne…
                                                       PIĄTEK
             Rano zrobiłem doskonały interes. Zamieniłem się z Kabulakiem na pastylki. Ja mu dałem jedną pigułę fioletowa, dwie żółte i trzy zielone. W zamian spożyłem dwie białe, trzy czerwone i aż cztery brązowe!
                                                       SOBOTA
           Kabulak oskarżył mnie publicznie o oszustwo. Twierdzi, że kiedy zamienia tabletki na oddziale psychiatrycznym, miewa wspaniałe widzenia. Po zażyciu psychotropów trafia do raju, gdzie leży pod palmą z 4 pięknymi hurysami w toples i popija chłodne „sowietskoje igristoje”. Po moich pastylkach dostał jedynie sraczki. – A co? Ja miałem dostać?
                                                      NIEDZIELA
          Już rano przybiegł szczęśliwie, uszczęśliwiony prof. Dur-Czerwonka. Powiedział, że nie mam prawa wykitować, póki nie nareperuję mu dachu w jego willi. Twierdzi, że obserwował mnie bacznie, gdy pracowałem przy budowie jego rezydencji. – Człowiek, który poci się przy jedzeniu, a przy pracy marznie, będzie długo żył. Dlatego nasz szpital, to nie miejsce dla długowiecznych – stwierdził Dur-Czerwonka. Na wszelki wypadek, mam się zgłosić do babki Teodory mieszkającej pod lasem, u której sam się leczy i parzyć sobie zioła.- A teraz zakładaj pan szarawary na tyłek i won do domu!

Dyżurny Psychiatra Kraju,
Cezary Piotr Tarkowski



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

PIERWSZY DZIEŃ FERII KOTA PROTA

  PIERWSZY DZIEŃ FERII KOTA PROTA   Jutro ferie już zimowe. Prot ma plan wiec co się zowie. -Co tam szkolne lodowisko- jedzie ko...