Z PAMIĘTNIKA PACJENTA
PONIEDZIAŁEK
[i] Dziś na obchodzie był sam profesor Szczęsny Dur-Czerwonka. Patrzył na mnie z
takim politowaniem, że zapytałem – ile pociągnę jeszcze na padole łez i nędzy
wszelakiej. Odpowiedział krótko: Panie Śmierdzielak – wyglądasz pan i cuchniesz
jak wyjęty z szuflady prosektorium po miesięcznym leżeniu w worku. Najdalej
jutro wieczorem staniesz Pan na Wokandzie Niebieskiej, zatem radzę skorzystać z
usług księdza kapelana.
- Czy mogę
zatem wyrazić ostatnie życzenie?
-Jeśli masz
pan kasę, to można wyrazić nie tylko jedno życzenie. To zależy od ilości zer na
koncie – odpowiedział prof. Dud-Czerwonka.
- Panie
profesorze – śmielej zwróciłem się do uczonego. Jestem strasznie wygłodzony, bo
takie lepsze racje żywnościowe miałem siedząc
w pierdlu w Sztumie i Wronkach. Jestem spragniony, głodny, niedopity,
opuszczony i niedopieszczony! Zatem proszę o dostarczenie z pobliskiej knajpy wielkiego schabowego,
golonki z chrzanem, 2 litrów gorzały, 4 paczek szlugów i siostry Tereski – tej
z ogromnym odwłokiem i balonami laktacyjnymi wielkości Gubałówki na noc. Oczywiście
proszę tez o 2 niebieskie pastylki, by zapewnić dużą wydajność mojego
zwiotczałego dżojstika. Oto koperta z honorarium.
- Cienka ta
koperta skrzywił się Dur-Czerwonka.
- Ale nominały
największe! – wyparowałem.
WTOREK
Profesor miał
rację. Odwalam kitę. Rura pali mnie strasznie i ciągle rzygam. Noc miałem
niezapomnianą, choć siostry Tereski nie było na dyżurze. Za to profesor
załatwił mi wizytę Ukrainki z agencji towarzyskiej. Nie udało mi się pogłębić
poprawnej politycznie przyjaźni polsko – banderowskiej, bo stary Kabulak zaczął
opowiadać o ukraińskich pieszczotach znanych mieszkańcom Wołynia i Małopolski
Wschodniej, pod przywództwem cwela Bandery. Krasawica się wściekła i z
okrzykiem „Lachy rezaty”, wybiegła z naszego przedpiekla, zadając mi
współczesną ukraińską torturę, bo właśnie zaczęła działać viagra. Z braku
polsko – ukraińskiego zbliżenia, otworzyłem okno i wyłem z bezdomnymi psami poł
nocy, aż wóda mnie zmogła i zasnąłem. Ale co sobie podżarłem i pochlałem, to nikt mi nie odbierze!
Środa
Zapytałem
doktora Achillesa Piętę, dlaczego jeszcze żyję. Przecież już środa.
- No tak, jest
pan emerytem, panie Śmierdzielak, a świadome pozostawanie wśród żywych, jest
wielkim nietaktem wobec naszego wspaniałego, syjonistycznego rządu. Tym
bardziej, że rok temu zrewaloryzowano świadczenie i ma pan całe 4 zł więcej! -
Spokojnie, spokojnie, reklamacji nie musi pan składać. Zaszczepimy pana, panie
Śmierdzielak przeciw grypie i rychło będzie pan śmierdział w naszej przytulnej
kostnicy.
CZWARTEK
Dziś siostra
Tereska ma dyżur. Uwielbiam siostrę Tereskę. A szczególnie, gdy za dwie dychy
podaje mi kaczkę. Co prawda do kibla jest blisko, ale siostra ma takie
zdolności manualne…
PIĄTEK
Rano
zrobiłem doskonały interes. Zamieniłem się z Kabulakiem na pastylki. Ja mu
dałem jedną pigułę fioletowa, dwie żółte i trzy zielone. W zamian spożyłem dwie
białe, trzy czerwone i aż cztery brązowe!
SOBOTA
Kabulak
oskarżył mnie publicznie o oszustwo. Twierdzi, że kiedy zamienia tabletki na
oddziale psychiatrycznym, miewa wspaniałe widzenia. Po zażyciu psychotropów
trafia do raju, gdzie leży pod palmą z 4 pięknymi hurysami w toples i popija
chłodne „sowietskoje igristoje”. Po moich pastylkach dostał jedynie sraczki. –
A co? Ja miałem dostać?
NIEDZIELA
Już rano
przybiegł szczęśliwie, uszczęśliwiony prof. Dur-Czerwonka. Powiedział, że nie
mam prawa wykitować, póki nie nareperuję mu dachu w jego willi. Twierdzi, że
obserwował mnie bacznie, gdy pracowałem przy budowie jego rezydencji. –
Człowiek, który poci się przy jedzeniu, a przy pracy marznie, będzie długo żył.
Dlatego nasz szpital, to nie miejsce dla długowiecznych – stwierdził
Dur-Czerwonka. Na wszelki wypadek, mam się zgłosić do babki Teodory
mieszkającej pod lasem, u której sam się leczy i parzyć sobie zioła.- A teraz
zakładaj pan szarawary na tyłek i won do domu!
Dyżurny Psychiatra
Kraju,
Cezary Piotr Tarkowski
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz