niedziela, 9 maja 2021

ZALOTY KOTA PROTA

 

                ZALOTY  KOTA  PROTA

 

Różne koty są nam znane:

w łaty, czarne, pręgowane.

Są dachowce i rasowe-

znane śpiochy pokojowe

i mieszanej koty rasy-

wszystkim znane nam burasy.

 

Dziś poznacie z bajki kota,

niezwykłego kota Prota.

Prot, choć lekko podrudziały,

wygląd ma wręcz doskonały. 

 

Jego futro zawsze czyste,

jest pachnące i puszyste,

bo je czesze pół godziny,

szczoteczkami ze szczeciny.

Wygląd Prot tak swój docenia,

że nie wyjdzie bez grzebienia.

 

Ma zielone, bystre ślepia,

które czasem w próżnię wlepia.

Wtedy znak, że Prot coś knuje,

lecz go nikt nie rozszyfruje.

 

Chodzą takie wiadomości,

że Prot widzi też w ciemności.

Ponoć słyszy na trzy mile,

gdzie szybują dwa motyle.

 

Ale jeszcze to nie wszystko,

bo wąsiska ma kocisko.

Właśnie nimi, w nocnej ciszy,

może wyczuć gdzie są myszy.

 

Prot, choć znany jest w powiecie,

żyje sam na Bożym świecie.

Bardzo chwali sobie życie-

właśnie takie- pustelnicze.

 

Lecz gdy mija mroźna zima,

a wiatr cieplej wiać zaczyna

i marcowe przyjdą słoty-

zaczynają szaleć koty.

 

Właśnie w marcu jest ta pora-

koty myślą o amorach.

Kiedy wschodzi księżyc blady,

słychać kocie serenady.

 

Znika kot na tydzień cały,

potem wraca wynędzniały;

pogryziony, podrapany,

jakby z wojny ze szczurami.

 

Gdy się naje- długo śpi-

tak przynajmniej ze dwa dni.

Później znowu Prot jest w drodze,

jak przystało powsinodze.

 

I tak może tygodniami,

krążyć między opłotkami.

Bo tam właśnie gdzie opłotki,

spotkać można panny kotki.

 

Tam gdzie działki i altany,

gdzie podwórka z komórkami,

gdzie drewniane stoją płoty-

tam najlepsze są zaloty.

 

Prot, choć zwykły to mieszaniec,

ma o sobie świetne zdanie.

Nie chce wcale się ożenić,

bo zbyt wolność sobie ceni.

Zresztą koty, jak świat światem,

żyją tak, na…kocią łapę.

 

Po marcowej kiedyś randce,

tak powiedział swej amantce:

-Droga pani- bez obrazy-

pani psuje krajobrazy.

Pani wygląd proszę pani-

całkowicie jest do bani;

więc się z panią nie ożenię,

bo pejzaże piękne cenię!

 

Będąc kiedyś za miasteczkiem,

poznał czarną Prot koteczkę.

Taką wiejską, zwykła kicię,

której zalet nie wyliczę.

 

Była wielka z niej pracusia,

a na imię miała Krusia.

Jej starczała tylko chwila,

by pochwycić mysz na grilla.

 

Różne Prot jadł smakołyki,

a więc zrazy i szaszłyki,

i po chińsku jadał szpaka,

bardzo często w… pięciu smakach.

Różne z myszek jadł pieczenie,

których nazw tu nie wymienię.

 

Tak karmiła go ta Krusia,

że odchudzać się Prot musiał.

Sam nie robił nic- niestety,

tylko czytał swe gazety.

 

Chociaż Krusia mu mruczała

i w uczuciach była stała-

Prot jej wcale nie szanował,

bo nie była zbyt światowa.

 

Miał z tą Krusią Prot kocięta,

ale o tym nie pamięta.

Nie pomaga im w potrzebie,

bo Prot kocha tylko siebie.

 

Nie chce zwykłej Prot kocicy,

na spotkanie damy liczy.

-„Przecież nie ma w świecie kota,

który wart jest kota Prota!”

 

Wciąż przemierza Prot uliczki,

ciągle szuka swej księżniczki.

Chce być księżnej narzeczonym,

aby trafić na salony!

 

Kiedyś słyszał w mieście plotkę,

że widziano perską kotkę.

Ta koteczka jest rasowa-

chciałby Prot z nią poflirtować.

 

Pytać wszystkich nie omieszkał,

gdzie ta perska dama mieszka.

I choć Prot się strasznie biedził,

nie otrzymał odpowiedzi.

 

Chodził, szukał, tęsknie miauczał,

bo się zbliża koniec marca.

Wreszcie znalazł. W pewnym domu-

kicia patrzy nań z balkonu.

 

Prot zatrzymał się jak wryty-

ujrzał widok znakomity.

Perska piękność doskonała:

Sierść długachna, jak śnieg biała.

 

Łebek krągły i kosmaty,

krótki pyszczek i pyzaty.

-A ten nosek, a te oczy!

Wnet się Prot w niej zauroczył.

 

Patrzy się oczarowany

i przewraca aż ślepkami.

Aż oniemiał Prot z wrażenia,

bo piękniejszej kotki…nie ma.

 

W jednej chwili Prot z cynika,

przybrał pozę romantyka.

Siadł wygodnie pod balkonem

i zamiauczał barytonem.

 

Nagle kotka ta wspaniała,

na amanta zafuczała:

-Czemu wyjesz z taką trwogą?

-Słoń nadepnął ci na ogon?

Prot niepomny jawnej drwiny,

zebrał się na przeprosiny.

-Wybacz proszę, piękna damo-

pragnę poznać się wnet z panią.

-Będę bardzo zaszczycony,

kiedy skoczę na balkonik.

-Jeden skok z pobliskiej sosny

i zamruczę wiersz miłosny!

 

-Chcesz mnie poznać bestio ruda?

-Chyba ci się to nie uda.

-Precz ode mnie i z dystansem,

bo mnie obce mezalianse!

 

Lecz Prot wcale się nie zraził

i na sosnę szybko włazi.

Z góry widzi, że w salonie,

na kominku ogień płonie.

Dojrzał też za firankami,

dużą klatkę z papugami.

 

Piękna kotka protestuje:

-Co za gbur mnie napastuje!

-Wynoś się stąd ty dachowcu-

jestem partią dla światowców!

 

Nagle słychać głos z salonu:

już kolacja, chodź tu Soniu!

No i śliczna ta koteczka,

wnet pobiegła, gdzie miseczka.

 

Prot słowami nie zrażony,

zaczął miauczeć jak szalony.

Wyje w tak żałosnych tonach,

jak ta dusza potępiona.

 

Na to wyszła pani Soni,

aby Prota precz przegonić.

-Co tu robisz, ty łaziku?

-Idź wyć sobie przy śmietniku!

 

-Co?- na śmietnik wysłać Prota?

-To dla kota jest sromota!

Teraz Prot pomyślał sobie:

-oj, pokażę jeszcze Tobie…

 

-Już mam pomysł doskonały:

Kiedy damy będą spały,

wejdę cichcem po kryjomu,

przez ten balkon, do ich domu.

-Za obrazę i te rugi-

zjem im nocą dwie papugi.

Później porwę piękną Sonię

i do chaty z nią pogonię…

 

Marząc teraz o nagrodzie,

ukrył się Prot wiec w ogrodzie.

Chociaż dostał z głodu skurczy,

choć mu w brzuchu ssie i burczy-

cicho czekał aż do nocy,

gdy do akcji śmiało wkroczył.

 

Nocą cicho i powoli,

po pniu sosny się gramoli.

Później dał na balkon susa,

do salonu chce już ruszać.

Lecz tu zastał niespodziankę-

drzwi zamknięte są na klamkę.

 

Teraz patrzy się przez szybę.

-Są papugi, więc je zdybię.

-I w kominku już wygasa,

a więc fajnie- dobra nasza!

 

Już Prot wlepił w ciemność oczy,

więc coś knuje podczas nocy.

Wie, że z drugiej strony domu,

na dach można skoczyć… z klonu.

 

Jak pomyślał, tak też zrobił

i do skoku się sposobi.

Teraz hyc, na dach konara

i się złapać czegoś stara;

bo niektóre stare dachy,

są ze śliskiej, gładkiej blachy.

 

Prot na blasze rozpłaszczony,

chciałby wbić w nią swoje szpony.

Lecz powszechne snadź ciążenie,

ściąga Prota wnet na ziemię.

 

Ten upadek go nie zraża-

znowu skok swój Prot powtarza.

Upór godny akrobaty-

spada w dół na cztery łapy.

Wreszcie skoczył znakomicie

i już jest na dachu szczycie.

 

Prot w zamiarach swych niezłomny,

wpadł na pomysł karkołomny.

Chce przez komin, palenisko,

do salonu wejść, kocisko!

 

Z jednej strony pazurami,

z drugiej zaparł się plecami-

zjeżdża teraz w dół ogonem,

wprost w węgielki rozżarzone.

Aż w kominku zaskwierczało,

a w salonie pojaśniało.

 

Wtem, jak gdyby kamień z procy-

tak z kominka Prot wyskoczył.

Na ogonie, sierść mu płonie-

ogon gasi wnet w wazonie.

 

Prot z wazonu wylał wodę,

by swym łapom dać ochłodę.

W zimnej wodzie moczy łapy,

lecz papugi, to nie gapy.

Jedna wrzeszczy na dom cały:

-Złodziej! Złodziej tu się smali!

A ta druga jej wtóruje:

-Kot złoczyńca tu buszuje!

Sonia też się szybko budzi

i miauczeniem wzywa ludzi.

Jest już jasno w całym domu-

wszyscy śpieszą do salonu.

 

Gospodyni pędzi z mężem,

a ten pan, ze swym orężem.

Wnet wiatrówkę nabił śrutem,

no i w kocią mierzy pupę.

 

Prot tym całkiem zaskoczony,

łypie w lufę przerażony.

Oj, zły obrót wzięły sprawy-

przestał sprzyjać los łaskawy.

 

A papugi obie chórem:

-W górę łapy! Łapy w górę!

Migiem uniósł Prot dwie łapy,

aż się zatrząsnął łeb kudłaty.

 

Jedna z papug dziób otwiera:

-Łapać! Łapać Lucyfera!

Ta papuga jakby zgadła,

bo Prot zyskał wygląd diabła.

Cały w sadzy i w popiele,

na urodzie stracił wiele.

Futro Prota- jego chluba-

cuchnie sierścią Belzebuba.

 

Znikły wąsy nastroszone-

teraz całkiem są zwęglone.

A ten ogon, nad ogony,

został cały opalony.

Powód dumy podrywacza,

zyskał miano…pogrzebacza.

 

Marny widok nieboraka-

chciałby stąd dać hen drapaka.

Pośród teraz nocnej ciszy,

słychać tylko, jak Prot dyszy.

 

Głośno pika serce Prota-

wszyscy patrzą na huncwota.

Rzadko przecież to się zdarza,

widzieć kota…kominiarza.

 

Nie dostanie Prot nagrody-

zrobił przecież wiele szkody.

Stolik cały jest zalany,

bukiet kwiatów rozsypany.

Nie umknęły też uwadze,

na obrusie z łapek sadze.

 

Wreszcie przerwał pan milczenie:

-Ja fantazję sobie cenię,

lecz dla tego szałaputa,

przeznaczona jest pokuta.

-Zatem pójdziesz kominiarzu,

łapać myszy do garażu!

 

A papugi, jak to one,

wrzeszczą dalej nieproszone:

-Do garażu! Tam robota,

na wstrętnego czeka kota!

 

Sonię wciąż rozpiera pycha

i na Prota jeszcze prycha.

-To jest chamstwo niesłychane,

tak nachodzić wielką damę!

 

Nie przynosi kara chluby,

tak to kończą samoluby.

Prot zrozumieć teraz musiał,

jak kochała go ta Krusia.

Teraz doznał on olśnienia

i wyrzuty ma sumienia.

 

Łapie myszy Prot w garażu,

nuci sobie dla kurażu:

-„Jest tu myszy cała sfora,

a ja łapię je do wora.

Wszystkie myszy szkody  czynią,

w wielu domach gospodyniom.

Jestem wreszcie pożyteczny

i już zawsze będę grzeczny!”

 

Prot się starał niesłychanie

i wypełnił swe zadanie.

Nie minęły trzy godziny-

myszy złapał dwa tuziny.

 

Pan uchylił rankiem wrota

i z garażu zwolnił Prota.

Wreszcie Krusia jest mu droga-

pędzi do niej co sił w nogach.

 

Taka z tego jest nauka:

Mądry w cnocie szczęścia szuka.

Za ułudą głupi goni,

mając szczęście już w swej dłoni…

                                                                                                              

Cezary Piotr Tarkowski

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

PIERWSZY DZIEŃ FERII KOTA PROTA

  PIERWSZY DZIEŃ FERII KOTA PROTA   Jutro ferie już zimowe. Prot ma plan wiec co się zowie. -Co tam szkolne lodowisko- jedzie ko...