ZALOTY KOTA PROTA
Różne koty są nam znane:
w łaty, czarne, pręgowane.
Są dachowce i rasowe-
znane śpiochy pokojowe
i mieszanej koty rasy-
wszystkim znane nam burasy.
Dziś poznacie z bajki kota,
niezwykłego kota Prota.
Prot, choć lekko podrudziały,
wygląd ma wręcz doskonały.
Jego futro zawsze czyste,
jest pachnące i puszyste,
bo je czesze pół godziny,
szczoteczkami ze szczeciny.
Wygląd Prot tak swój docenia,
że nie wyjdzie bez grzebienia.
Ma zielone, bystre ślepia,
które czasem w próżnię wlepia.
Wtedy znak, że Prot coś knuje,
lecz go nikt nie rozszyfruje.
Chodzą takie wiadomości,
że Prot widzi też w ciemności.
Ponoć słyszy na trzy mile,
gdzie szybują dwa motyle.
Ale jeszcze to nie wszystko,
bo wąsiska ma kocisko.
Właśnie nimi, w nocnej ciszy,
może wyczuć gdzie są myszy.
Prot, choć znany jest w powiecie,
żyje sam na Bożym świecie.
Bardzo chwali sobie życie-
właśnie takie- pustelnicze.
Lecz gdy mija mroźna zima,
a wiatr cieplej wiać zaczyna
i marcowe przyjdą słoty-
zaczynają szaleć koty.
Właśnie w marcu jest ta pora-
koty myślą o amorach.
Kiedy wschodzi księżyc blady,
słychać kocie serenady.
Znika kot na tydzień cały,
potem wraca wynędzniały;
pogryziony, podrapany,
jakby z wojny ze szczurami.
Gdy się naje- długo śpi-
tak przynajmniej ze dwa dni.
Później znowu Prot jest w drodze,
jak przystało powsinodze.
I tak może tygodniami,
krążyć między opłotkami.
Bo tam właśnie gdzie opłotki,
spotkać można panny kotki.
Tam gdzie działki i altany,
gdzie podwórka z komórkami,
gdzie drewniane stoją płoty-
tam najlepsze są zaloty.
Prot, choć zwykły to mieszaniec,
ma o sobie świetne zdanie.
Nie chce wcale się ożenić,
bo zbyt wolność sobie ceni.
Zresztą koty, jak świat światem,
żyją tak, na…kocią łapę.
Po marcowej kiedyś randce,
tak powiedział swej amantce:
-Droga pani- bez obrazy-
pani psuje krajobrazy.
Pani wygląd proszę pani-
całkowicie jest do bani;
więc się z panią nie ożenię,
bo pejzaże piękne cenię!
Będąc kiedyś za miasteczkiem,
poznał czarną Prot koteczkę.
Taką wiejską, zwykła kicię,
której zalet nie wyliczę.
Była wielka z niej pracusia,
a na imię miała Krusia.
Jej starczała tylko chwila,
by pochwycić mysz na grilla.
Różne Prot jadł smakołyki,
a więc zrazy i szaszłyki,
i po chińsku jadał szpaka,
bardzo często w… pięciu smakach.
Różne z myszek jadł pieczenie,
których nazw tu nie wymienię.
Tak karmiła go ta Krusia,
że odchudzać się Prot musiał.
Sam nie robił nic- niestety,
tylko czytał swe gazety.
Chociaż Krusia mu mruczała
i w uczuciach była stała-
Prot jej wcale nie szanował,
bo nie była zbyt światowa.
Miał z tą Krusią Prot kocięta,
ale o tym nie pamięta.
Nie pomaga im w potrzebie,
bo Prot kocha tylko siebie.
Nie chce zwykłej Prot kocicy,
na spotkanie damy liczy.
-„Przecież nie ma w świecie kota,
który wart jest kota Prota!”
Wciąż przemierza Prot uliczki,
ciągle szuka swej księżniczki.
Chce być księżnej narzeczonym,
aby trafić na salony!
Kiedyś słyszał w mieście plotkę,
że widziano perską kotkę.
Ta koteczka jest rasowa-
chciałby Prot z nią poflirtować.
Pytać wszystkich nie omieszkał,
gdzie ta perska dama mieszka.
I choć Prot się strasznie biedził,
nie otrzymał odpowiedzi.
Chodził, szukał, tęsknie miauczał,
bo się zbliża koniec marca.
Wreszcie znalazł. W pewnym domu-
kicia patrzy nań z balkonu.
Prot zatrzymał się jak wryty-
ujrzał widok znakomity.
Perska piękność doskonała:
Sierść długachna, jak śnieg biała.
Łebek krągły i kosmaty,
krótki pyszczek i pyzaty.
-A ten nosek, a te oczy!
Wnet się Prot w niej zauroczył.
Patrzy się oczarowany
i przewraca aż ślepkami.
Aż oniemiał Prot z wrażenia,
bo piękniejszej kotki…nie ma.
W jednej chwili Prot z cynika,
przybrał pozę romantyka.
Siadł wygodnie pod balkonem
i zamiauczał barytonem.
Nagle kotka ta wspaniała,
na amanta zafuczała:
-Czemu wyjesz z taką trwogą?
-Słoń nadepnął ci na ogon?
Prot niepomny jawnej drwiny,
zebrał się na przeprosiny.
-Wybacz proszę, piękna damo-
pragnę poznać się wnet z panią.
-Będę bardzo zaszczycony,
kiedy skoczę na balkonik.
-Jeden skok z pobliskiej sosny
i zamruczę wiersz miłosny!
-Chcesz mnie poznać bestio ruda?
-Chyba ci się to nie uda.
-Precz ode mnie i z dystansem,
bo mnie obce mezalianse!
Lecz Prot wcale się nie zraził
i na sosnę szybko włazi.
Z góry widzi, że w salonie,
na kominku ogień płonie.
Dojrzał też za firankami,
dużą klatkę z papugami.
Piękna kotka protestuje:
-Co za gbur mnie napastuje!
-Wynoś się stąd ty dachowcu-
jestem partią dla światowców!
Nagle słychać głos z salonu:
już kolacja, chodź tu Soniu!
No i śliczna ta koteczka,
wnet pobiegła, gdzie miseczka.
Prot słowami nie zrażony,
zaczął miauczeć jak szalony.
Wyje w tak żałosnych tonach,
jak ta dusza potępiona.
Na to wyszła pani Soni,
aby Prota precz przegonić.
-Co tu robisz, ty łaziku?
-Idź wyć sobie przy śmietniku!
-Co?- na śmietnik wysłać Prota?
-To dla kota jest sromota!
Teraz Prot pomyślał sobie:
-oj, pokażę jeszcze Tobie…
-Już mam pomysł doskonały:
Kiedy damy będą spały,
wejdę cichcem po kryjomu,
przez ten balkon, do ich domu.
-Za obrazę i te rugi-
zjem im nocą dwie papugi.
Później porwę piękną Sonię
i do chaty z nią pogonię…
Marząc teraz o nagrodzie,
ukrył się Prot wiec w ogrodzie.
Chociaż dostał z głodu skurczy,
choć mu w brzuchu ssie i burczy-
cicho czekał aż do nocy,
gdy do akcji śmiało wkroczył.
Nocą cicho i powoli,
po pniu sosny się gramoli.
Później dał na balkon susa,
do salonu chce już ruszać.
Lecz tu zastał niespodziankę-
drzwi zamknięte są na klamkę.
Teraz patrzy się przez szybę.
-Są papugi, więc je zdybię.
-I w kominku już wygasa,
a więc fajnie- dobra nasza!
Już Prot wlepił w ciemność oczy,
więc coś knuje podczas nocy.
Wie, że z drugiej strony domu,
na dach można skoczyć… z klonu.
Jak pomyślał, tak też zrobił
i do skoku się sposobi.
Teraz hyc, na dach konara
i się złapać czegoś stara;
bo niektóre stare dachy,
są ze śliskiej, gładkiej blachy.
Prot na blasze rozpłaszczony,
chciałby wbić w nią swoje szpony.
Lecz powszechne snadź ciążenie,
ściąga Prota wnet na ziemię.
Ten upadek go nie zraża-
znowu skok swój Prot powtarza.
Upór godny akrobaty-
spada w dół na cztery łapy.
Wreszcie skoczył znakomicie
i już jest na dachu szczycie.
Prot w zamiarach swych niezłomny,
wpadł na pomysł karkołomny.
Chce przez komin, palenisko,
do salonu wejść, kocisko!
Z jednej strony pazurami,
z drugiej zaparł się plecami-
zjeżdża teraz w dół ogonem,
wprost w węgielki rozżarzone.
Aż w kominku zaskwierczało,
a w salonie pojaśniało.
Wtem, jak gdyby kamień z procy-
tak z kominka Prot wyskoczył.
Na ogonie, sierść mu płonie-
ogon gasi wnet w wazonie.
Prot z wazonu wylał wodę,
by swym łapom dać ochłodę.
W zimnej wodzie moczy łapy,
lecz papugi, to nie gapy.
Jedna wrzeszczy na dom cały:
-Złodziej! Złodziej tu się smali!
A ta druga jej wtóruje:
-Kot złoczyńca tu buszuje!
Sonia też się szybko budzi
i miauczeniem wzywa ludzi.
Jest już jasno w całym domu-
wszyscy śpieszą do salonu.
Gospodyni pędzi z mężem,
a ten pan, ze swym orężem.
Wnet wiatrówkę nabił śrutem,
no i w kocią mierzy pupę.
Prot tym całkiem zaskoczony,
łypie w lufę przerażony.
Oj, zły obrót wzięły sprawy-
przestał sprzyjać los łaskawy.
A papugi obie chórem:
-W górę łapy! Łapy w górę!
Migiem uniósł Prot dwie łapy,
aż się zatrząsnął łeb kudłaty.
Jedna z papug dziób otwiera:
-Łapać! Łapać Lucyfera!
Ta papuga jakby zgadła,
bo Prot zyskał wygląd diabła.
Cały w sadzy i w popiele,
na urodzie stracił wiele.
Futro Prota- jego chluba-
cuchnie sierścią Belzebuba.
Znikły wąsy nastroszone-
teraz całkiem są zwęglone.
A ten ogon, nad ogony,
został cały opalony.
Powód dumy podrywacza,
zyskał miano…pogrzebacza.
Marny widok nieboraka-
chciałby stąd dać hen drapaka.
Pośród teraz nocnej ciszy,
słychać tylko, jak Prot dyszy.
Głośno pika serce Prota-
wszyscy patrzą na huncwota.
Rzadko przecież to się zdarza,
widzieć kota…kominiarza.
Nie dostanie Prot nagrody-
zrobił przecież wiele szkody.
Stolik cały jest zalany,
bukiet kwiatów rozsypany.
Nie umknęły też uwadze,
na obrusie z łapek sadze.
Wreszcie przerwał pan milczenie:
-Ja fantazję sobie cenię,
lecz dla tego szałaputa,
przeznaczona jest pokuta.
-Zatem pójdziesz kominiarzu,
łapać myszy do garażu!
A papugi, jak to one,
wrzeszczą dalej nieproszone:
-Do garażu! Tam robota,
na wstrętnego czeka kota!
Sonię wciąż rozpiera pycha
i na Prota jeszcze prycha.
-To jest chamstwo niesłychane,
tak nachodzić wielką damę!
Nie przynosi kara chluby,
tak to kończą samoluby.
Prot zrozumieć teraz musiał,
jak kochała go ta Krusia.
Teraz doznał on olśnienia
i wyrzuty ma sumienia.
Łapie myszy Prot w garażu,
nuci sobie dla kurażu:
-„Jest tu myszy cała sfora,
a ja łapię je do wora.
Wszystkie myszy szkody czynią,
w wielu domach gospodyniom.
Jestem wreszcie pożyteczny
i już zawsze będę grzeczny!”
Prot się starał niesłychanie
i wypełnił swe zadanie.
Nie minęły trzy godziny-
myszy złapał dwa tuziny.
Pan uchylił rankiem wrota
i z garażu zwolnił Prota.
Wreszcie Krusia jest mu droga-
pędzi do niej co sił w nogach.
Taka z tego jest nauka:
Mądry w cnocie szczęścia szuka.
Za ułudą głupi goni,
mając szczęście już w swej dłoni…
Cezary Piotr Tarkowski
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz