KOTEK I MOTEK
Bury kotek się obudził.
- Ale ja się będę nudził!
Wszak już moja mała Ola,
poszła z babcią do przedszkola.
Wpierw przeciągnę się troszeczkę
i odwiedzę swą miseczkę.
Coś przekąsił, wypił mleczko,
zaczął bawić się piłeczką.
Lubi kotek jej turlanie –
pędzi za nią po dywanie.
Pacnął piłkę mocniej łapą,
aż utknęła pod kanapą.
- Żadna strata – myśli kotek,
wiem skąd zabrać wełny motek.
Babcia trzyma na stoliczku,
różne wełny w swym koszyczku.
Złapał wełnę pazurkami,
z motkiem…hopsa, na dywanik.
Z kłębkiem teraz kot harcuje,
lecz się za nim wełna snuje.
Jeden motek – jedna chwilka,
a tych motków było kilka.
Nogi stołu omotane,
wstążką krzesła są splątane.
Nieco czasu upłynęło,
kot obejrzał swoje dzieło.
- Już wystarczy tych swawoli –
schowam się w pokoju Oli.
- Jestem bardzo już zmęczony
i troszeczkę zabrudzony.
Więc się kotek łapką myje:
pyszczek, brzuszek, oraz szyję.
Kiedy przyszła babcia z miasta,
zasmuciła się niewiasta:
- miał sweterek być dla wnuczki –
kot poplątał wszystkie włóczki!
Kotek drzemie na kocyku –
mam ja ciebie – ty psotniku!
Wtem złość babcię odpuściła –
jaka to kruszynka miła…
Patrzy babcia na kociątko –
jakie z niego niewiniątko…
Cicho mruczy, o czymś lśni,
a futerko – aż się lśni.
- Dziś wybaczę mu te psoty,
bo ja lubię…czyste koty!
Mam ja morał dla was taki:
by pomniejszyć skutki draki
(po psoceniu, oczywista)
myć należy się do czysta!
Cezary Piotr Tarkowski
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz