LAMPA I
ŚWIECA
Stoi lampka w pokoiku,
przy tapczanie, na stoliku.
Gdy się pstryknie raz kontaktem,
zaraz świeci jasnym światłem.
Mówi lampka raz do świeczki:
-Wygląd pani- staroświecki.
Marne światło świeca daje,
od płomienia, szybko taje.
Stearyny płyną krople
i powstają brzydkie sople!
Rzekła świeca wnet ze smutkiem:
-Życie moje, bardzo krótkie.
Gdy się palę- wtedy płaczę,
ale wiem, że mało znaczę.
Płyną łzy ze stearyny,
lecz nie widzę tu swej winy.
Na to lampa:- Lepiej świecę-
nie potrzebne są już świece.
Wszystkie świece w swych lichtarzach,
dobra jeszcze…na ołtarzach!
Świecznik się w milczeniu zżymał,
ale w końcu nie wytrzymał:
- Pani tupet, aż poraża,
bo kolacje ze świecami,
jedzą często zakochani.
Nie jest wcale romantycznie,
jeść przy lampie elektrycznej!
-A gdy latka kończą dzieci,
to na torcie co się świeci?
Każda świeczka- jeden roczek.
- Jakże bardzo jest urocze,
gdy patrzymy na malucha,
jak na świeczki- maluch dmucha…
-A w andrzejki, droga pani,
może wróży ktoś lampami?
Wtedy wszystkie w Polsce dzieci,
leją wosk z rozgrzanej świecy!
Na to lampa rozzłoszczona:
-Jestem wręcz niezastąpiona!
-Pan jest stary, pan śniedzieje,
a ta świeca wnet stopnieje.
Miejsce pana i tej świecy,
jest w lamusie wśród rupieci!
W pokoiku było jasno,
nagle pstryk…i światło zgasło.
Kto o prądzie ma pojęcie,
wie, że krótkie było spięcie.
Będzie korzyść ze świecznika,
nim ktoś wezwie elektryka.
Świeca też do łask wróciła
i wnet pokój rozświetliła.
Skwierczy świeca w swym świeczniku,
obok lampki na stoliku.
Jasnym pali się płomieniem,
a na ścianach tańczą cienie.
Po dniu całym pełnym wrażeń,
dzieci siadły przed lichtarzem.
Opowiada babcia baśnie.
Piękny wieczór- taki właśnie.
Płomień świecy kształty zmienia,
cicho snują się marzenia.
Lichtarz szepce świeczce z cicha,
że jest wadą wielką- pycha…
Cezary Piotr Tarkowski

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz