PODBOJE ZIMY
Gdzieś w Arktyce, świecie chłodów,
gdzie ojczyzna wiecznych lodów,
mroźnych wichrów też kraina-
tam na stałe mieszka zima.
To polarna jest królowa,
bardzo groźna i surowa.
Jej kunsztowne, białe szaty
srebrem tkane- to brokaty.
Włosy skrzą się srebrnym szronem,
a na głowie ma koronę.
Nie ma złota w tej koronie,
lecz brylanty w lód wtopione.
Gdy polarny dzień nastaje,
i lodowa czapa taje,
zima nie jest tak dotkliwa,
bowiem wtedy odpoczywa.
Lecz dzień tutaj trwa pół roku,
później wszystko niknie w mroku.
Noc otwiera swe podwoje-
zima rusza na podboje.
Otoczona żywiołami,
jej srogimi rycerzami,
w ruch wprowadza ich rydwany,
zaprzężone w huragany.
Tu marszałkiem rzeczywistym,
jest jak zawsze mróz siarczysty.
Rządne również są przygody,
szeregowe mniejsze chłody.
Zasłaniają już przyłbice,
groźne wichry i śnieżyce.
A na morza ruszą sztormy-
już ich słychać ryk potworny.
By podkreślić zimy grozę,
rozświetlają niebo zorze.
Kolorowe to zjawisko,
tworzy piękne widowisko.
Sroga zima ma taktykę-
trzyma w ryzach swą Arktykę.
I lodowym wielkim miechem,
mrozi wszystko swym oddechem.
Na Arktyce nie przestaje-
chce zdobywać inne kraje.
Stąd wysyła swych rycerzy,
by z jesienią wnet się zmierzyć.
Już z nadejściem października,
tu i ówdzie mróz przenika.
A z początkiem listopada,
aż za Tatry się zakrada.
W górach zima, w listopadzie,
grubą warstwą śniegu kładzie.
I dopiero wczesnym majem,
śnieg ten w słońcu szybko taje.
Ciągłe trwają przepychanki-
atak idzie z wschodniej flanki.
Wreszcie wraz z miesiącem grudniem-
marsz zwycięski na południe.
Od Syberii aż po Chiny,
nie zatrzyma nikt już zimy.
W Ameryce, wprost z Alaski,
chce się przebić do Nebraski.
Aby podbić Europę,
wprzód w Laponii stawia stopę.
Gdy Półwysep zmrozi Kolski,
chce się dostać wnet do Polski.
Zanim spadną większe śniegi,
pędzą wichry na przeszpiegi.
Nocą mrozek ścina błota,
by w dzień znów wróciła słota.
W czasie gdy najdłuższe noce,
zima zbiera swoje moce.
Już baryczne wyże tworzy,
w wyżach wtedy mróz się sroży.
Idzie front atmosferyczny,
z nim rozległy wyż baryczny.
Wyż baryczny pręży bary-
frontem gna na Baleary.
Lecz mu stanął już na drodze-
niż baryczny- gniewny srodze.
Front utworzył nad Alpami,
by posypać tam śniegami.
Gdy wyż z niżem się spotkają,
wnet za bary się chwytają.
Każdy bary swoje pręży-
jeden musi z nich zwyciężyć!
Tak powstają huragany,
z obfitymi śnieżycami.
Aż szalały barometry-
puchu spadło ze dwa metry.
Na poprzedni, już zlodzony,
śnieg spadł sypki i zmrożony.
Z takiej właśnie to przyczyny,
będą schodzić z gór lawiny.
Cofnął się wyż zwyciężony,
lecz niż też jest osłabiony.
Front skierował ku północy,
sypiąc śniegiem, z wolna kroczy.
Niż ten zwany już tyrolskim,
dotarł wnet do naszej Polski.
I od Bugu, aż ku Odrze-
śniegiem darzy kraj nasz szczodrze.
Tu zawieje, tam zamiecie-
jak jest zimą- sami wiecie.
Kiedy zima się oddali?
Trzeba spytać się górali!
-Oj, panocku, zima zniknie,
kiedy krokus nam zakwitnie.
Będzie trwała bezlitosna,
aż przepędzi precz ją wiosna!
Hej!
Cezary Piotr Tarkowski

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz