piątek, 6 listopada 2020

LIS BARNABA

 

LIS BARNABA

Żyje sobie gdzieś w Bieszczadach

       bardzo cwany lis Barnaba.

A w górzystej tej krainie,

z wielkich bogactw Barnaś słynie.

 Ma majątek całkiem spory:

W kilku lasach własne nory,

z których każda urządzona.

Piękne meble są w salonach

i serwisy z porcelany,

i obrazy, i dywany.


 Wszystkie sprzęty są tam nowe,

bardzo drogie, bo markowe.

A do tego, jak wieść niesie,

to Barnaba w pewnym lesie

gdzieś zakopał pod dębami

cztery słoje z monetami.

 

Podpowiada tu rozsądek,

że nie z pracy ten majątek;

bo lis doszedł do bogactwa

przez szalbierstwa i matactwa.

 

Jak wśród ludzi – u zwierzaków –

pełno ciągle naiwniaków.

Temu więc ubywa z kiesy,

z kim lis robi interesy!

 

Spotkał Barnaś raz zająca:

- Chcę zatrudnić cię na gońca.

Moje jamy, choć zadbane –

nie są wszystkie zamieszkane.

Więc nie pytaj – kto chce – może,

wnet zamieszkać w mojej norze.

 

Masz zadanie przyjacielu:

Chcę klientów widzieć wielu!

Gdy efekty wnet zobaczę,

marchewkami ci zapłacę.

 

Bezrobocie jest w Bieszczadach,

każda dobra więc posada.

Biegnie zając połoniną,

z wyuczoną tą nowiną:

- Wolna jest Barnaby nora,

więc on szuka lokatora!

A lokator dużo straci,

gdy za rok wnet nie zapłaci!

 

Przyszły susły i łasice,

a borsuków tu nie zliczę.

Lis ma wszystko już gotowe –

jeszcze podpis na umowie…

 

Dobra cena – to zachęta,

podpisują więc zwierzęta.

To okazja znakomita,

więc umowy nikt nie czyta.

Wraz z zapłatą – klucze w łapki,

lecz w umowie są pułapki.

Jest tam maczkiem napisane:

- „Zamieszkacie w jednej jamie…”

 

Później była awantura,

lecz nikt nie mógł już nic wskórać.

Po ostatnich tam wyborach,

rządzi teraz wilcza sfora.

 

Barnaś w sądzie wygrał sprawę.

Wyrok  zgodny z wilczym prawem:

- „Kto wysuwa tu roszczenie,

że utracił swoje mienie

i dał nabić się w butelkę,

niech wycofa pozwy wszelkie,

bo przez sądy jest uznane,

co jest maczkiem napisane!”

 

Prawo dobre dla bogaczy.

A szaraczek? Nic nie znaczy!

Także zając, miast zapłaty,

dostał jeszcze tęgie baty.

 

Budowały raz w dolince,

bobry tamę na Solince.

Patrzy na to się Barnaba:

- Z drewna tama będzie słaba!

A w Solinie jest gotowa,

wielka tama betonowa!

 

- By przyjemność wam tu sprawić,

mogę tamę wydzierżawić.

Nawet oddam ją w ofierze,

bo lądowym jestem zwierzem!

- Trudno żyć z wdzięczności długiem,

zatem proszę o przysługę

byście mi wybudowali,

tu w dolince… willę z bali!

 

Jaki Barnaś jest niedobry,

przekonały się wnet bobry.

Potem dziki i daniele,

oraz innych zwierząt wiele.

 

Zrozumiano już w Bieszczadach,

że zwierzęta lis okrada.

Choć rozległe są Bieszczady –

wszyscy stronią od Barnaby.

 

Lis jest dobrym politykiem,

więc wnet zmienił swą taktykę

i udaje, że się zmienił.

On uczciwość bardzo ceni,

a w robieniu złych uczynków,

przeszedł teraz w stan spoczynku.

 

Grzesznikowi uwierzymy,

gdy za słowem idą czyny.

Lis chcąc czyste mieć sumienie,

winien oddać cudze mienie.

Kto nie wierzy, ten ma rację,

w te Barnaby deklaracje.

Gdy poprawę deklaruje –

znać, że znowu lis coś knuje…

 

Jak się wkrótce okazało,

to na wiosnę przyjeżdżają

z Tatr na redyk tu owieczki.

One cieszą się z wycieczki,

bo na każdej połoninie

z soczystości trawa słynie.

 

Teraz wiosną nasz Barnaba,

chodzi wszystkim opowiada,

że dla zwierząt tu wygody –

kreatorem będzie mody!

 

Zachowuje się dziwacznie,

nawet ubrał się cudacznie.

Już nie chodzi w oprychówce,

zmierzwił włos na lisiej główce.

Lis jest jakby nie dzisiejszy,

obciął nawet swoje pejsy!

 

Nos wystaje spod sombrera,

bo to nowa jest maniera.

Kolczyk z szyszką przypiął w uchu,

srebrną kulkę zaś na brzuchu.

 

Portki zszył ze stu kieszeni,

kamizelka aż się mieni;

lśni wyszyta cekinami,

na niej łańcuch z wisiorkami.

A te ruchy, te maniery –

jakby z chińskiej wziął opery!

 

Kiedy idzie, to w około

wszyscy się pukają w czoło.

- Ot, niegroźne zeń dziwadło –

coś na głowę mu upadło…

 

Ta opinia nie przypadkiem,

jest Barnabie wręcz na łapkę.

Robiąc z siebie pośmiewisko,

lis się udał na pastwisko.

 

Patrzą owce, są zdumione,

tym cudakiem rozśmieszone.

A on chodzi, rozpytuje

jak im trawa dziś smakuje.

Spotkał nawet tu barana:

- Piękna hala – proszę pana!

 

Tu owczarek wciąż waruje

i obcemu nie daruje.

On nikomu nie dowierza,

do Barnaby szybko zmierza.

- Pod ochroną połonina

ja nad stadem wartę trzymam!

Jak nie umkniesz szybko w góry,

to dobiorę się do skóry!

 

Lis odpowiedź miał gotową:

- Ja do pana jedno słowo,

bo przychodzę z polecenia –

ciągnął jakby od niechcenia.

Pewna suczka, wielka dama,

jest wręcz w panu zakochana.

Rodem z pudli to artystka,

która nie chce byle chłystka.

I dla pana mój owczarku

przekazuje kość w podarku.

 

Raptem zmienił pies swą minę:

- Chętnie poznam tę dziewczynę…

Spadł mi pan tu jakby z nieba –

towarzystwa mi potrzeba!

 

Tu lis zmrużył ślepia cwane:

- A więc pędzę drogi panie!

Biegnę szybko  już do Leska,

bo tam właśnie Tina mieszka…

 

Przybył lis wnet do miasteczka,

za pazuchą znów kosteczka.

Gdzieś w ogrodzie spotkał Tinę:

- Szukam pani już godzinę!

A przyszedłem pani Tino,

ze wspaniałą wręcz nowiną.

Pewien piękny pies, z Podhala,

bardzo mi się dziś użalał.

Widział panią raz w niedzielę

i z miłości wręcz szaleje!

 

Kierowany swą tęsknotą,

przybiegłby tu wnet z ochotą;

lecz pilnuje sam na hali,

by mu owiec nie porwali.

Przekazuje też drobnostkę 

z pysznym mięskiem, świeżą kostkę.

Bardzo prosi – biedne psisko,

byśmy przyszli na pastwisko…

Chyba nie chce śliczna pani,

psiego serca ciężko zranić?

 

Suczka mruga oczętami:

- Ach, ja zranić? Chyba za nic!

Muszę biec do swojej pani,

by się stroić kokardami.

 

- Trzeba myśleć o urodzie,

lecz kokardy nie są w modzie.

Jestem mody dyktatorem

i na głupstwa nie pozwolę!

Futro strzyże się pudelkom,

może pani być… modelką.

 

Barnaś zmrużył lisie oczy –

wie, że Tnę tym zaskoczył.

- Ja ostrzygę pani jutro,

to zimowe, czarne futro.

Zrobię z pani miss Bieszczadów –

będzie podziw wśród sąsiadów!

Jest już dzisiaj późna pora,

znajdę nocleg do wieczora.

A gdy pani zje śniadanie,

proszę przyjść tu na spotkanie.

 

Tina budzi się o świcie,

czuje się wręcz znakomicie.

- Być modelką - czy ja śniłam?

Przecież o tym wręcz marzyłam!

 

Tak o świcie, wraz z Barnasiem,

poszła Tina gęstym lasem.

- Oj, naiwna ta płeć słaba -

myśli sobie lis Barnaba.

 

- Oto nasza połonina –

pies już szczekać tam zaczyna.

Proszę się więc teraz schować,

muszę panią przygotować.

 

Chwycił teraz za maszynkę

i w mig ostrzygł małą Tinkę.

 - Mam tu kostium bardzo modny,

elegancki i wygodny.

Eksponują go żurnale –

będzie pani doskonale!

 

Owce wszystko to widziały:

- To kreator jest wspaniały!

 Teraz poszli do owczarka:

- Ale z was jest piękna parka!

Jakiż pan jest elegancki,

i przystojny i szarmancki!

 

Owczarkowi już lis schlebia,

jakby chciał przychylić nieba.

- Pewnie chcecie pobyć sami,

więc ja zajmę się owcami!

 

Ten owczarek podhalański,

jest w humorze dziś szampańskim.

Dobrze owce tu ochraniał,

lecz przy Tinie wręcz zbaraniał.

- Niech się stadem lis zajmuje –

dzisiaj sobie pofolguję.

 

Już Barnaba w środku stada,

wszystkim owcom tak powiada:

- Widziałyście tę modelkę –

nie są w modzie kudły wszelkie!

 

- Długie loki nie są przecież,

ani ładne, ni kobiece…

Każdy w mieście, na ulicach

łysą głową się  zachwyca.

Sam zdejmuje swe sombrero

i ostrzygę się na  zero!

- Ściąłem włosy z głowy rude,

więc kto pierwszy tu na próbę?

Każdy płaci po trzy grosze,

a sprzeciwu ja nie znoszę!

 

Pierwszy baran z tych kudłaczy:

- Ja! Bo łysy – mądry znaczy!

- Może później mój baranie,

bo pierwszeństwo mają panie!

 

- Ciebie, daję tu swe słowo –

wnet ostrzygę gratisowo.

Musisz pomóc mi w tej pracy,

by pies nic tu nie zobaczył.

Ja mu przecież obiecałem,

mieć na oku całą halę.

Ty uważaj na swe owce –

ja strzygł będę za jałowcem.

 

Po kolei, każda z owiec,

pędzi szybko za jałowiec.

( Modę zatem, pod tym względem,

nazywamy owczym pędem! )

 

Lis w swej pracy jest misterny,

kłębią się już góry wełny.

Runo wnet pakuje w worach –

byle zdążyć do wieczora!

 

Przed wieczorem, wraz z worami –

zniknął Barnaś za chaszczami.

Wełnę sprzedał na sweterki

i interes zrobił wielki.

 

Jaki morał z tej afery?

Będę tutaj bardzo szczery:

- gdy wyręczasz się kimś w pracy –

możesz bardzo dużo stracić!

 

To nie koniec bajki jeszcze:

Mieszka człowiek w pewnym mieście,

który ponoć z ciężkiej pracy,

bardzo szybko się wzbogacił.

 

Ma fabryki i kantory

i majątek całkiem spory.

Kiedy praca nuży pana,

ma rozrywkę w polowaniach.

 

Raz odwiedził on Bieszczady

i natrafił tu na ślady.

Ruszył wtedy tropem świeżym

i w Barnabę wnet wymierzył.

Chciał lis błagać biznesmena,

lecz litości bogacz nie ma.

Pomny lisek wilczych praw

życie oddał po pif – paf!

 

Żył raz sobie,  gdzieś w Bieszczadach,

bardzo cwany lis Barnaba.

Wciąż zachował swą urodę

i kreuje nową modę.

Jest to moda – nie od dzisiaj –

na puszyste czapki z lisa!

 

Finał bajki morał niesie:

Wilcze prawa są w biznesie.

- Kto z oszustwa zbiera żniwa  -

ten starości nie dożywa…

W sumie wynik taki z tego,

że złe prawa silniejszego!

 

Cezary Piotr Tarkowski


 Szanowni Państwo,

"Lis Barnaba", to jedna z moich ostatnich książeczek, z których każda doprowadza naszych okupantów do białej gorączki. Dotychczas wydałem 39 pozycji, a mam do opublikowania jeszcze kilkadziesiąt, właściwie koło stu. Część książek jest wydana ze składek społecznych i nie ma ich w sprzedaży. One są przekazywane Ofiarodawcom czasem w wielu egzemplarzach i oni te książki mogą sprzedawać, rozdawać biednym dzieciom lubiącym czytać. Chwilowo jednak publikacja moich książek uległa zahamowaniu z braku pieniędzy. Sam zadłużać się bardziej nie mogę, ponieważ pobrane kredyty mam spłacać do 75 roku życia. Dlatego zwracam się do Czytelników o pomoc w w wydaniu książki satyrycznej do której jest już gotowa okładka, oraz w wydaniu ponad 70 bajek dla dzieci. Wpłat należy dokonywać na konto: 57 1160 2202 0000 0000 8513 2798 z dopiskiem "darowizna na wydawanie książek".

W zależności od wysokości wpłaty, każdy z Ofiarodawców otrzyma odpowiednią ilość książeczek na życzenie z dedykacjami.

Cezary Piotr Tarkowski 





 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

PIERWSZY DZIEŃ FERII KOTA PROTA

  PIERWSZY DZIEŃ FERII KOTA PROTA   Jutro ferie już zimowe. Prot ma plan wiec co się zowie. -Co tam szkolne lodowisko- jedzie ko...