poniedziałek, 3 października 2022

ROZMOWA GRZYBÓW

 

  ROZMOWA GRZYBÓW

 

Na jesieni, w październiku,

był raz wysyp borowików.

Popadały ciepłe deszcze,

obrodziły wtedy jeszcze:

Żółte kurki, gąski siwe,

muchomory urodziwe.

 

Smaczne rosły też maślaki,

kanie, rydze i koźlaki.

Pełno było też podgrzybków,

oraz wiele innych grzybków.

 

Lekki wietrzyk mgły rozwiewa,

cichuteńko szumią drzewa.

Czasem słychać głos ptaszyny –

czy to wszystko, co słyszymy?

 

Gdy nadstawić lepiej ucha,

można jeszcze tu posłuchać

(i  to wcale nie na niby)

o czym szepcą leśne grzyby.

Rozpoczęły dziś sitaki:

- jest w pobliżu grzybek jakiś?

 

- Ano jasne! Nie widzicie,

bo przeszkadza wam podszycie.

Bo ja jestem wielka kania,

nic mi grzybów nie zasłania!

Jest nas pełno tej jesieni –

od kolorów, aż się mieni:

Są tu żółte i zielone,

są brunatne i czerwone.

Nawet w kropki ku ozdobie,

co te grzybki chwalą sobie.

- Ja zaś jestem cała biała

i z patelni – doskonała!

 

Koźlarz stał przy krzywej sośnie.

- Ale dobrze mi się rośnie!

Gdyby spadły ciepłe deszcze,

to bym urósł więcej jeszcze.

Każdy szuka więc koźlarzy,

gdy się pyszna zupka marzy.

 

A spod pniaka, głosik cienki:

- Tu rośniemy! To opieńki.

- Choć jesteśmy bardzo małe,

jednak w occie – doskonałe!

 

- Lecz my lepsze, w marynacie –

jeśli kurek wy nie znacie.

My smaczniejsze, niż ogórki –

każdy smakosz woli kurki!

 

- Pewnie smakosz byle jaki –

odezwały się maślaki.

Właśnie my – marynowane,

też jesteśmy dobrze znane.

O maślakach to wiadome,

że najlepsze… są duszone!

 

Odezwały się też gąski:

- jest ktoś lepszy, na przekąski?

 

- Jakże wszyscy się chwalicie –

czy prawdziwka nie widzicie?

Jestem ważnym borowikiem,

wszystkich grzybów naczelnikiem.

Ze mnie wszystko doskonałe,

a pierogi? Wręcz wspaniałe!

Jestem pyszny do bigosu

i do różnych świetnych sosów.

Jest też dobrze mnie ususzyć –

susz najlepszy z kapeluszy.

A gdy jestem ususzony,

to jest każdy zachwycony;

bo też daję wokół światu,

moc pięknego aromatu.

Jestem grzybem nad grzybami

i przez wszystkich dobrze znany.

O prawdziwku każdy marzy.

Jestem cenny dla grzybiarzy!

 

Rydz rozepchnął zżółkłe liście

i się skłonił zamaszyście.

- Jestem grzybem jak należy!

To mnie cenią koneserzy.

Każdy z was jest napuszony,

a najlepszy kto smażony?

Bo też państwo mi pozwolą –

jeść mnie można z samą solą.

 

W trawie dostrzegł wnet szatana.

- Jestem rydzem. Witam pana.

- Niech pan powie mi łaskawie –

w jakiej smaczny pan potrawie?

 

- Trudno jest mi odpowiedzieć,

bo nie każdy musi wiedzieć.

Ja normalnie, hm… smakuję,

ale wie pan? Bardzo truję…

 

Wtem się wtrącił tu podgrzybek.

- Całkiem ładny z niego grzybek.

I choć wygląd miewa pański,

to borowik zeń – szatański.

Można wziąć go za prawdziwka –

taka z niego jest fałszywka.

Chodzą o nim opowieści,

aż się w głowie nie chce zmieścić.

Teraz powiem, z czego słynie,

grzyb ten szatan, w całej gminie:

 

„Pewien grzybiarz, za namową,

chciał nim otruć swą teściową.

Bo teściowa, to zakała –

chłopu życie uprzykrzała.

Poszedł grzybiarz, kiedyś z rana,

dorodnego ściął szatana.

Naciął też dla niepoznaki,

koszyk grzybów różnorakich.

Lecz teściowa podstęp czuje –

długo grzyby więc gotuje.

Siedem razy odcedzała,

aż truciznę wypłukała.

I przy stole zięcia sadza.

 

- Ależ tobie dziś dogadzam!

Zjedz te grzybki zięciu miły,

mnie by one zaszkodziły.

Na lekarskiej jestem diecie,

daruj starszej więc kobiecie.

Smaczne grzybki, ze śmietaną –

zobacz jaką jestem mamą!

 

Grzybiarz pobladł wnet jak ściana.

- Ja… te grzybki? Może z rana.

 

Wtedy wdowa sama siadła

i te grzyby wszystkie zjadła.

A gdy zięć okazał radość,

to się krzywdzie stało zadość.

Ta teściowa – wiem to z plotki,

połamała kij od szczotki.

Tak tym kijem zięcia zlała,

aż mu pupa posiniała.

Taki finał był tej sprawy:

dla ofiary – los łaskawy!”

 

- To jest bujda, proszę pana!

Nikt nie może zjeść szatana.

Niech pan zawsze ma na względzie,

że się toksyn nie pozbędzie.

Nie pomoże gotowanie,

wielokrotne odcedzanie.

Pewnie prawda jest tu taka:

Grzybiarz przyniósł goryczaka.

Do podgrzybka jest podobny,

lecz do trucia? Wręcz zawodny.

Bo jak nazwa tu wskazuje,

on jest gorzki, lecz nie truje!

Nie oskarżać proszę zięcia,

o tak niecne przedsięwzięcia.

Ma z teściową życie gorzkie,

chciał jej zrobić gorzko troszkę…

 

- Co innego muchomory!

My zdobimy wszystkie bory.

Nikt nas wcale też nie musi

marynować, smażyć, dusić.

Do jedzenia są warzywa –

nas jak kwiaty się podziwia!

 

Fakt to jest już wszak bezsprzeczny –

każdy grzyb jest pożyteczny.

Lecz nas ludzie nie szanują

i złośliwie rozdeptują.

Więc prosimy was z ukłonem:

- weźcie dzieci nas w obronę!

 

 

Cezary Piotr Tarkowski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

PIERWSZY DZIEŃ FERII KOTA PROTA

  PIERWSZY DZIEŃ FERII KOTA PROTA   Jutro ferie już zimowe. Prot ma plan wiec co się zowie. -Co tam szkolne lodowisko- jedzie ko...