piątek, 1 grudnia 2023

PRZYSZŁA ZIMA

 

                PRZYSZŁA  ZIMA

 

Niby styczeń, a tu słota.

Zamiast śniegu, pełno błota.

Każde dziecko już się zżyma –

kiedy wreszcie przyjdzie zima?

 

Cierpliwości. Raz wieczorem,

przygnał wicher śnieg z ferworem.

Aż w kominie zajęczało -

taka zamieć, jakich mało.

 

Przyszła zima dzieciom miła,

choć drogowców zaskoczyła.

U nich zawsze, to normalka –

znów zepsuła się piaskarka.

 

Dziś sobota, nie ma szkoły –

niech nam żyje świat wesoły!

Młodszym w głowie już swawole,

bo nieczynne też przedszkole.

 

Każdy dzieciak zjadł śniadanko,

włożył ciepłe wnet ubranko;

a to wszystko niemal w biegu –

byle szybciej być…na śniegu!

 

Asia przyszła do Romana,

by ulepić z nim bałwana.

Chwilę później już ochoczo,

śnieżne kule razem toczą.

 

Bałwan wyszedł jak ta lala –

z wielkiej marchwi ma nochala.

Z  węgla oczy są już czarne,

a na głowie…stary garnek.

 

Trzeba w rękę bałwanową,

miotłę wetknąć też brzozową.

Bo tradycja jest tu taka:

bałwan trzymać ma drapaka!

 

Wtem wieść poszła po podwórkach,

że pod górką jest już zbiórka.

Poszły dzieci więc z sankami,

pojedynczo i grupkami.

 

Już na górce krzyki śmiechy –

pełno będzie dziś uciechy.

Stasio, Karol, gruba Anka –

dzieci jeżdżą już na sankach.

 

Lecz nie wszyscy sanki mają,

więc na butach też zjeżdżają.

Zdarza się, że ktoś w tej grupie –

zjeżdża w dół na …samej pupie!

 

Marzną nosy, marzną uszy.

Mokre spodnie? Piec wysuszy!

Lecą śnieżki, trwa zabawa.

Ależ tutaj sanna klawa!

 

Tak tu było przez dzień cały –

marsz na zupę kto zgłodniały.

Mróz tężeje, już się zmierzcha,

więc do domu każdy pierzcha.

 

Śpieszą malcy przemoczeni,

wszyscy śniegiem oblepieni.

Spójrzcie tylko na Stefana –

jest podobny do bałwana!

 

Stasio sporo dziś nabroił –

jak w rycerskiej idzie zbroi.

Takie prawo jest przyrody,

że się z wody tworzą lody;

więc ubranie teraz Stacha,

zesztywniało niczym blacha.

 

Dzisiaj w domu oprócz bury,

będzie pyszny rosół z kury.

A przed spaniem jeszcze czeka,

ciepły z miodem kubek mleka.

 

Wiem, że zbędne są tyrady,

mam ja dla was jednak rady:

- Smaruj kremem nos czerwony,

to nie będzie odmrożony!

Każde ciuszków przemoczenie,

wnet rokuje  przeziębienie;

kto nie zmienia wiec ubrania,

ten jest głupszy od bałwana!

 

To nie koniec jeszcze zimy,

więc nie życzę Wam anginy…

 

Cezary Piotr Tarkowski

 

ANDRZEJKI

 

ANDRZEJKI
 

W samym końcu listopada,

na andrzejki iść wypada.

Dziś impreza u Jędrusia –

tort zrobiła mu mamusia.

 

Andrzej wielki bal wyprawia,

świetna będzie więc zabawa.

Już muzyka gra w salonie,

a w kominku ogień płonie.

 

Stół jest pięknie zastawiony,

nastrój tworzą trzy lampiony.

Jędrek prosi swoich gości,

aby z gości nikt nie pościł.

 

Są wymyślne kanapeczki

i z szyneczką są bułeczki.

Ciastek różnych i słodyczy,

nie jest w stanie nikt policzyć.

 

Jest do picia kwas chlebowy,

jogurt smaczny – brzoskwiniowy,

pyszne soki owocowe,

a to wszystko… bardzo zdrowe.

 

Wszyscy tańczą przedszkolacy,

a tort znika z wielkiej tacy.

Wnet po pysznej tej kolacji,

będzie innych dość atrakcji.

 

Są andrzejki dniem wróżenia.

- Czy się spełnią nam marzenia?

Każdy skrycie na to liczy,

kapie wosk już do miednicy.

 

Miska stoi na podłodze,

wosk tężeje w zimnej wodzie,

tworząc bryły przedziwaczne

i postacie wręcz cudaczne.

 

Kasia patrzy z małym Jurkiem,

jaką odlał Staś figurkę.

Chyba to jest główka Geni –

znak, że z Genią się ożeni…

 

Teraz leje wosk Tereska,

wyciągnęła jakby pieska.

Uśmiech wita na jej twarzy,

bo o piesku właśnie marzy.

 

Andrzej jest dziś gospodarzem

i ma również wiele marzeń.

A więc Jędruś teraz liczy,

że wnet wyjmie skarb z miednicy.

 

A tym skarbem dla Andrzejka,

elektryczna jest kolejka.

Lecz mu zrzedła nieco minka –

z wosku wyszła tu choinka.

 

Mina Jędrka zatroskana,

co dostrzegła jego mama

i syneczka już zagaja,

że to znak… od Mikołaja.

 

Dla każdego więc dzieciaka,

wróżba to nie byle jaka,

bo świąteczna, strojna jodła,

nigdy jeszcze nie zawiodła.

 

Więc w Wigilię, pod jodełką,

Andrzej znajdzie tam pudełko.

- Co w nim będzie? Chyba wiecie –

zgadnąć trudno nie jest przecież.

 

Ta zabawa andrzejkowa,

jest radosna i fajowa.

Kiedy ciurkiem wosk się leje,

każda buzia w głos się śmieje.

 

Tylko Krysia całą w pąsach,

wciąż skrzywiona i się dąsa:

- Lanie wosku, to są bzdety,

bo głuptasy z was, niestety!

 

Dobrze bawcie się dzieciaki,

ja wysnułem morał taki:

Kto zabawę innym psuje,

bardzo brzydko postępuje.

Raz gospodarz fochy znosi,

później więcej nie zaprosi!

 

Cezary Piotr Tarkowski

 

 

 

PIERWSZY DZIEŃ FERII KOTA PROTA

  PIERWSZY DZIEŃ FERII KOTA PROTA   Jutro ferie już zimowe. Prot ma plan wiec co się zowie. -Co tam szkolne lodowisko- jedzie ko...