TYDZIEŃ PSOTNIKA
Zwykle
rano, w czas śniadania,
na dzień
kreślę plan działania.
Ciągle
myślę, moi złoci –
co by warto
dzisiaj spsocić?
- Czy za
ogon ciągnąć Mruczka?
Lecz od
Mruczka jest nauczka:
na policzku
długa szrama,
a i ręka
podrapana.
Tak zacząłem
w poniedziałek.
Jest wszak
ze mnie chwat i śmiałek,
więc we
wtorek, tak przypadkiem –
stłukłem
wazon z pięknym kwiatkiem.
Wazon cięty,
kryształowy,
był dla taty
– pamiątkowy.
Psota droga,
że tak powiem,
bo straciłem
kieszonkowe.
W środę za
to, dla odmiany,
poprawiłem
portret mamy.
Nudno jakoś
– sami wiecie –
twarz ta
sama na portrecie.
Farby
wziąłem, aby w środę,
domalować
mamie brodę.
Twarz
zrobiła się ponura,
takaż sama
była bura.
Dwie godziny
w kącie stałem,
nową psotę
obmyślałem.
Co dzień karmię
swą papugę,
lecz coś
żądam za usługę.
Kiedy powie
brzydkie słowo,
ja nagrodę
mam gotową.
Babcia puka
do nas w czwartek,
a papuga: -
drzwi otwarte!
Później
takich słów użyła,
że się
babcia obraziła.
Mama jest
już podejrzliwa,
bo tych słów
nikt nie używa.
Lecz nie
moja przecież wina,
że Arusia
tak przeklina!
Radźcie
proszę, drodzy moi,
bo coś
chętnie bym znów zbroił.
Co pomyślę,
to już było,
a tak fajnie
się psociło.
Czasem
zatkać jest fajowo,
w aucie rurę
wydechową.
Silnik wtedy
nie odpali –
to objawy,
że nawalił.
Gdy nie
trzeba – coś się zdarza –
stryj miał
jechać do lekarza.
Ja zatkałem
szmatą rurę,
po czym
miałem awanturę.
Oj, nikt ze
mną nie rozmawia –
to psocenie
problem sprawia.
Ale co tam,
to był piątek;
dziś sobota,
dnia początek.
- Co by
warto, moi złoci…
Lecz
przerwała moja mama,
te poranne
me knowania.
Dziś za
stryja i za Arę,
znów poniosę
przykrą karę.
Dziadek
zabrać mnie planował,
zwiedzać
Wawel do Krakowa.
Nie pojadę
na wycieczkę,
bo
niegrzecznym jestem dzieckiem.
Teraz ja wam
radzę mili,
byście wcale
nie psocili;
bo z
niemądrej zawsze psoty,
bywa kara i
kłopoty.
Cezary Piotr
Tarkowski
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz